Ludzie
-
Kraków w satyrach Józefa Kruszewskiego cz. 1
Najpiękniejsze artefakty odnajduje się przez przypadek. Tak było podczas kwerendy w dziale grafiki Biblioteki Jagiellońskiej, gdy natrafiłam na pierwszą satyrę krakowskiego artysty Józefa Kruszewskiego. Patrzyłam na nią jak zahipnotyzowana i już wiedziałam, że będą chciała pójść jego śladem. Początkowo myślałam, że uda odnaleźć się kilka dzieł, które połączę z krótkim opisem na temat życia; i tak powstanie wpis. Z czasem uświadamiałam sobie, że to, co pozostawił po sobie Józef Kruszewski to nie kilka prac, ale prawdziwa spuścizna. *** W dwa tygodnie po śmierci Józefa Kruszewskiego w 1920 r. pisano w „Nowościach Ilustrowanych”: „Należałoby sobie życzyć, aby się znalazł ktoś, kto chciałby się podjąć zebrania prac ś.p. p. Kruszewskiego i urządzenia…
-
Kraków w satyrach Józefa Kruszewskiego cz. 2
Dawna satyra
-
Kraków w satyrach Józefa Kruszewskiego cz. 3
Czytanie wpisu proponuję zacząć od części drugiej dostępnej pod następującym linkiem KLIKNIJ. *** W 1888 r. wydany został album z akwarelami J. Kruszewskiego pt. „Emigracya do Ameryki”, będący satyrą na łatwowierność prostego ludu i interesowność Żydów. Porównać można go do dzisiejszych komiksów, w których słowa zastępują rysunki ułożone w ciekawą historyjkę. Aż trudno uwierzyć, że pozycja ta wydana w Krakowie, stworzona przez krakowskiego artystę nie zachowała się w zbiorach Biblioteki Jagiellońskiej. Udało mi się odnaleźć ją jedynie w zbiorach Biblioteki Narodowej w Warszawie i Muzeum Karykatury im. Eryka Lipińskiego. *** Zaczynało się od tego, że w karczmie „ajent” ubrany na zagraniczną modłę kusił chłopów opowieściami o wyjeździe do Ameryki i…
-
Kraków w satyrach Józefa Kruszewskiego cz. 4
Czytanie wpisu proponuję zacząć od części trzeciej dostępnej pod następującym linkiem KLIKNIJ. *** Jakiś czas temu rozpoczęłam opowieść o twórczości krakowskiego artysty Józefa Kruszewskiego. Na zakończenie warto nadmienić, że pracował on także dla pisma satyrycznego „Ananas”. Między innymi w numerach z 1886 r. znajdziemy jego prace. Zapraszam do obejrzenia kilku wybranych przeze mnie. *** W XIX w. pierwsi letnicy, którzy udawali się do Zakopanego, mieszkali w góralskich chałupach. Wyjeżdżając z Krakowa zabierali ze sobą wszystko, co było potrzebne do życia pod Tatrami przez kilka tygodni: cały „warsztat kuchenny”, jedzenie, a czasem nawet dywany, by proste chłopskie izby przekształcać w prawie salony. Jednym słowem wyjazd na Podhale przypominał prawdziwą wyprowadzkę, jak…
-
Kraków w satyrach Józefa Kruszewskiego cz. 5
Czytanie wpisu proponuję zacząć od części czwartej dostępnej pod następującym linkiem KLIKNIJ. *** To już ostatni mój wpis poświęcony pracom Józefa Kruszewskiego. Poniżej pozwalam sobie zaprezentować te znajdujące się w zbiorach Muzeum Śląska Cieszyńskiego. Bez wątpienia miały one układać się z całość, tworzącą historię nt. interesowności Żydów. Niestety, gdy brak zachowanej numeracji, trudno dociec przesłania. *** Agnieszka Lisak blog historia blog historyczny
-
Kamienica przy Rynku Głównym 13 w Krakowie
Zapewne długo jeszcze nie napisałabym o kamienicy przy Rynki Głównym 13, gdyby nie przepiękne akwarele odnalezione przeze mnie w zbiorach rękopisów Biblioteki Jagiellońskiej. W pierwszej połowie XIX w. składała się ona z dwóch budynków. Pierwszy nosił nazwę Pod Opatrznością, do czego nawiązywało boskie oko w trójkącie na samej górze (patrz poniżej), drugi Pod Złotą Głową. Na zachowanej akwareli ze sporą dokładnością odmalowane zostały witryny sklepowe. Ot zwykłe półokrągłe wejście z otwartą jedną połową, w drugiej mała skromna gablotka. Tego typu rozwiązania znajdziemy na niejednym zdjęciu Krakowa z XIX w. Jako przykład podać można poniższą fotografię W. Maliszewskiego przedstawiającą ul. Floriańską i najstarszy widok hotelu Pod Różą (kliknij) pochodzący z lat…
-
Krakowskie kościoły i nagrobki w rękopisach Żegoty Paulego
Krakowskie kościoły i nagrobki
-
Zwyczaje pogrzebowe w Krakowie w XIX w. cz. 1
W XIX w. bogaci ludzie umierali w domach pod okiem opłaconych lekarzy i w otoczeniu rodziny. W szpitalach raczej biedni, większość tego typu placówek pełniła bowiem rolę przytułków. Czasami mawiano, że ktoś „był tak biedny, że aż odszedł w szpitalu”. Poniżej śmierć Józefy Alfredowej Potockiej w Wiedniu (pochowanej w Łańcucie). Odchodzenie w domu wśród bliskich sprawiało, że ludzie przyzwyczajeni byli do śmierci – bardziej niż współcześnie akceptowali widok martwych osób. Z tego też powodu praktyką powszechną było całowanie w rękę zmarłych na pożegnanie, wykonywanie ich zdjęć pośmiertnych, a nawet portretów, odlewów rąk i twarzy, odcinanie na pamiątkę pukli włosów, z których następnie robiono biżuterię. Poniżej zdjęcie pośmiertne hrabiego Andrzeja Potockiego.…
-
Zwyczaje pogrzebowe w Krakowie w XIX w. cz. 2
Czytanie niniejszego wpisu proponuję zacząć od części pierwszej dostępnej pod następującym linkiem (kliknij). *** Jak łatwo się domyśleć, kondukty pogrzebowe zmierzające ulicami Krakowa na cmentarz Rakowicki utrudniały funkcjonowanie mieszkańcom miasta. W zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie znajduje się obraz Aleksandra Kotsisa nawiązujący do tego wątku, tj. przedstawiający spotkanie orszaku weselnego z tłumem żałobników – prawdziwa konsternacja (w tle widoczna jest baszta Pasamoników, następnie brama Floriańska). Kto zmarł poza Krakowem, a pochowany miał być na Rakowicach, tego wozami przywożono pod jedną z krakowskich rogatek (kliknij), gdzie czekali żałobnicy, by towarzyszyć mu w ostatniej drodze. Ślady tej praktyki znajdujemy w dawnych nekrologach zgromadzonych w zbiorach Biblioteki Jagiellońskiej. Choć bywały sytuacje odwrotne, a…
-
Dentyści w Krakowie w XIX w.
Dentyści w Krakowie w XIX w.
-
Wycieczki na Bielany krakowian w XIX w.
W XIX w. turystyka nie była popularną formą spędzania wolnego czasu; jeżeli już to raczej wyzwaniem. Powozy jechały wolno, co jakiś czas trzeba było dać koniom odpocząć, brakowało porządnych dróg i zajazdów. Na większe odległości starano się podróżować od wiosny do wczesnej jesieni, w pozostałych miesiącach trakty robiły się słabo przejezdne. Zimą, gdy drogi zasypał śnieg, bez map i znaków łatwo było zgubić się. Bywało, że w rozległych, niezamieszkałych przestrzeniach przez cały dzień nie było kogo zapytać o kierunek. Do tego zmorą podróżnych były egipskie ciemności … „nie raz na płot wjechaliśmy, gdyż nic nie było widać”, wspomina jedna z pamiętnikarek. Z opisanych powyżej powodów wielu mieszkańcom Krakowa w miesiącach…
-
Zakłady pogrzebowe w Krakowie w XIX w.
Czytanie niniejszego tekstu proponuję zacząć od wcześniejszego wpisu poświęconego uroczystościom i zwyczajom pogrzebowym w Krakowie w XIX w., dostępnego pod następującym linkiem (kliknij). *** Zakład pogrzebowy Concordia w Krakowie w XIX w.: W drugiej połowie XIX w. wprowadzono obowiązek uzyskiwania zezwolenia na prowadzenie zakładów pogrzebowych. Jak podaje Karolina Grodziska – Ożóg, pierwszym koncesjonowanym zakładem pogrzebowym w Krakowie była Concordia założona przez Jana Pękalskiego. Zgodę na prowadzenie działalności otrzymała ona w 1880 r. (przypis 1.). Niejednokrotnie ogłaszała się w prasie, dzięki czemu możemy zapoznać się z zakresem jej usług. Na poniższej reklamie proponuję zwrócić uwagę na ofertę trumien metalowych. Zapewne wykorzystywanych w przypadku pochówków w kryptach. *** Zakład pogrzebowy Aleksandra Szafrańskiego…
-
Kraków w XIX w. na rysunkach Franciszka Stroobanta
Franciszek Stroobant (1819 – 1816 r.) był belgijskim malarzem i rysownikiem specjalizującym się w przedstawianiu architektury. Jak podaje Ambroży Grabowski w swym rękopisie, artysta sprowadzony został do Krakowa przez biskupa Ludwika Łętowskiego do „zdjęcia rysunków” katedry Wawelskiej. Przy okazji utrwalił też wiele innych krakowskich zabytków. Poniżej zdjęcie biskupa Ludwika Łętowskiego, który sprowadził F. Stroobanta do Polski. Następnie prace F. Stroobanta wydane zostały w książce pt. „Katedra krakowska na Wawelu” (autor Ludwik Łętowski, Kraków 1859 r.). Została ona zdygitalizowana i jest dostępna na stronach Biblioteki Narodowej w Warszawie (kliknij). Nie ma więc potrzeby powtarzania się i pokazywania jego rysunków dot. Wawelu w całości odpowiadającej zawartości w/w albumu. Poniżej, pozwalam sobie zaprezentować…
-
Żebracy w Krakowie w XIX w. cz. 1
Ambroży Grabowski zauważał, że w mieście takim jak Kraków, w którym było wiele kościołów, klasztorów, odpustów, świętych obrazów, nie mogło zabraknąć żebraków. – Od wieków wiara sprzyjała dobroczynności. Jednych do tego sposobu zarabiania na życia pchała starość czy kalectwo, „częściej jeszcze nałóg pijaństwa, próżniactwa i za nim idące wady. (…) Kraków utrzymywał i utrzymuje ogromną liczbę żebraków (…). Byli to po większej części ludzie, którzy stanu tego nadużywali”. Pisał autor w swym rękopisie przechowywanym obecnie w zbiorach Archiwum Narodowego w Krakowie (29/679/8, k. 1043). Aczkolwiek nie można popadać w skrajności. Bieda w Krakowie była ogromna. Nasiliła się po upadku powstania krakowskiego, które pociągnęło za sobą represje. W „Pamiętniku krakowskiej rodziny…
-
Żebracy w Krakowie w XIX w. cz. 2
Czytanie niniejszego wpisu proponuję zacząć od części pierwszej dostępnej pod następującym linkiem https://www.lisak.net.pl/dawne_widoki_krakowa/?p=34850 *** Żebrak artysta: Byli i tacy, którzy żebranie łączyli z artystycznymi występami. Siadali na ulicach, bądź wchodzili na podwórza kamienic, by śpiewać swoje szlagiery, fałszując przy tym niemiłosiernie. Stanowili utrapienie mieszkańców chcących odpocząć po całym dniu. Bywało, że rzucano im pieniądze nie z miłości do muzyki, ale po to, by pozbyć się hałasu. Poniżej żebrak krakowski na tle Błoń (lata dwudzieste XX w.). Więcej na temat ludzi łączących granie na instrumentach z zarabianiem pieniędzy na ulicach i dziedzińcach kamienic przeczytać można w moim wpisie (kliknij). *** Żebracy wędrujący: Kraków, jak każde duże miasto, miał swoją „dziadowską” topografię. Jedni…
-
Pokazy „dzikich ludzi” w Krakowie w XIX w.
Pokazy ludzi w charakterze eksponatów: ułomnych, kalekich, „dzikich” (jak wtedy mawiano) np. Indian czy Eskimosów. Kolejna czarna karta w obyczajowości XIX w., w tym także Krakowa. *** Poniżej afisz odnaleziony przeze mnie w zbiorach Biblioteki Jagiellońskiej dot. Krakowa. *** Rodzi się pytanie, na ile prezentowani publiczności ludzie dotknięci przez los, czy też przywiezieni z innych kontynentów brali udział w tego typu występach z własnej woli, a na ile byli zmuszani do pracy przez organizatorów pokazów? Mogę domyślać się, że praca wykonywana w ten sposób nie raz miała charakter niewolniczy. Czy tego typu pokazy nie uwłaczały godności pokazywanych? Bez wątpienia tak, i to nie tylko pokazywanych, ale także oglądających, którzy przez…
-
Pokazy dzikich zwierząt w Krakowie w XIX w.
Kolejne zajęcie, które w XIX w. wykonywane było w sposób wędrowny, to pokazy dzikich zwierząt. Co jakiś czas na drogach wiodących do Krakowa można było zobaczyć wielkie drewniane wozy ciągnięte przez konie. Zapewne podobne to tych, utrwalonych przez angielskiego malarza Johna Atkinsona. *** Po przyjeździe do Krakowa wynajmowano „budę pod zamkiem” czy też wielką salę w oberży Knotza (kliknij). Innym razem czytamy o szopie pod wieżą ratuszową. Bywało, że pokazy zwierząt łączono z pokazami widoków zagranicznych miast, „dzikich ludzi” np. Indian, czy też występami treserów. Nieodzownym elementem tego typu działalności była reklama zamieszczana w prasie oraz rozklejana na ulicach w formie afiszy. To dzięki niej dziś możemy poznać szczegóły tego…
-
Wędrowni muzycy w Krakowie w XIX w.
W XIX wieku, w czasach bez radia i telewizji ten, kto potrafił „podarować” nieco muzyki, był prawdziwym skarbem. A dziś? No cóż, przybywa odtwarzaczy, a ubywa osób umiejących grać. Z pejzażu naszego kraju zniknęli ludzie z wielkimi instrumentami niesionymi na plecach. Wędrowni muzycy chodzili od wsi do wsi, od miasta do miasta. Miejscem ich pracy mogła być ulica, plac, podwórko czy też gospoda. W zależności od uzdolnienia jedni zbliżali się do żebraków śpiewając swe „dziadowskie pieśni” byle jak i byle gdzie, inni mieli repertuar zdecydowanie bardziej ambitny. Jeszcze inni dołączali do swoich artystycznych występów trzeci talent w postaci snucia fantastycznych opowieści i anegdot. *** Muzycy w karczmach i gospodach w…
-
Uliczni sprzedawcy pieśni w XIX w.
Taniec i śpiew był jedną z podstawowych rozrywek prostego ludu w XIX w. By nie popaść w monotonię kupowano na targach i jarmarkach coraz to nowe utwory wraz z nutami. Jak wspomina urodzony w Małopolsce Wincenty Witos, sprzedawali je specjalni handlarze zwani „pieśniarzami”. Dla przyciągnięcia uwagi śpiewali oferowane utwory. Bywało, że muzyka, która podczas targu wpadła w ucho, nie chciała wyjść z głowy. Nie było wyjścia, nuty trzeba było kupić. I jak wspominał dalej autor. – „Za reklamę służył im głośny, rozdzierający śpiew, czasem graniem na harmonii uzupełniony. Tłumnie zebranych koło pieśniarza ludzi zachęcała nuta i treść, ściągała bardzo niska cena.” (przypis 1) Nie mam wątpliwości co do tego, że…
-
Dzieci żebrzące na ulicach Krakowa w XIX w.
Dziewiętnasty wiek, dziwne to były czasy. Kobiety z wyższych sfer w swej wrażliwości potrafiły dostawać spazmów podczas teatralnych sztuk, mdleć z byle powodu. Z drugiej jednak strony pozostawały obojętne na biedę wśród niżej urodzonych, w tym bezdomność dzieci. Jak zauważał lekarz Teodor Tripplin, nie ma nic bardziej nieznośnego, jak „rzewność w salonie, tkliwość w kościele, melancholija w teatrze”, gdy są połączone z najzupełniejszym brakiem miłosierdzia na widok ludzkiego cierpienia i niedoli. W szczególności, gdy te same istoty, nieczułe na nędzę bliźniego, „będą mdlały na widok pijawki, która się przystawia dziecku, i spazmów dostaną, gdy się ukaże jaki pogrzeb na ulicy.” (przypis 1) *** Poniżej obraz Thomasa Benjamina Kenningtona pt. Sieroty.…