Hotele w Krakowie w XIX w.
Przez całe stulecia podróżni zatrzymywali się w karczmach, domach zajezdnych i oberżach. Ich stan pozostawiał wiele do życzenia, brakowało pokoi, łóżek, nie raz trzeba było spać na podłodze zasłanej słomą, bądź w stodole. Maria Kietlińska tak opisywała jedną z karczm.
„Nieubłagana proza życia w postaci brudnej karczmy żydowskiej stanęła mi przed oczyma. Wtłoczyliśmy się z powozem w wąską sień zajazdu na rynku, gdzie nam dano „wielką salę…” W „sali” nie było nic prócz starego, krzywego bilardu z potarganym, niegdyś zapewne zielonym, suknem. Przyniesiono dwa brudne stołki i siano na posłanie. (…). Leżąc wszyscy pokotem na ziemi (…) usnęliśmy rychło. Obudziło mnie po chwili nie tylko głośne chrapanie kuzynki, lecz także jakieś mrowie, przebiegające po ciele. Zapaliwszy świecę spostrzegłam z przerażeniem, że dopadło mnie czarne robactwo. Myślałam, że mrówki wypełzły spod brudnej podłogi. Były to – pchły! Takiego roju nie widziałam nigdy. Zerwałam się z posłania i zmieniwszy bieliznę wlazłam na bilard, gdzie okrywszy się pledem, bez poduszki pod głową się położyłam.” (przypis 1.)
Wirginia Jezierska wspominała, że w Polsce, szczególnie zaś na Litwie na początku XIX w., spotykało się tylko „szkaradne, trzymane przez Żydów gospody, w których świnie, cielęta i kury” konkurowały z podróżnymi o miejsce w pokoju, a wzrok nie wiedział, „na czym bez wstrętu spocząć” (przypis 4.)
***
Po raz pierwszy z pojęciem hotelu spotkałam się we wspomnieniach z końca XVIII w. cudzoziemców podróżujących po Polsce. (przypis 2.) Jeżeli natomiast chodzi o Kraków, to dopiero w źródłach z XIX w.
Krakowskie hotele swój początek wzięły z dawnych oberż. Pełno było ich w tym mieście w czasach stanisławowskich. Gdy nadszedł XIX w., uświadomiono sobie, że czas najwyższy zatroszczyć się o klienta z grubszym portfelem, który był jednak bardziej wymagający. Podnoszono więc standard i zmieniano nazwę na tą zaczerpniętą z francuskiego. Ewolucja językowa następowała powoli. W pierwszej połowie XIX w. nie raz w tej samej reklamie ten sam obiekt zwany był równolegle oberżą i hotelem. Poniżej przykład takiego ogłoszenia.

Podobny zabieg polegający na traktowaniu oberży jako synonimu hotelu znajdujemy w poniższym tekście pochodzącym z „Przewodnika Krakowskiego na rok 1835…”

Ciekawie brzmią wspomnienia Kazimierza Girtlera, który pisał o niejakim Pawłowskim mieszkającym „w hotelu Pollera na Szpitalnej ulicy” w 1836 r., by nieco dalej dodać, że odwiedzający go nie mieli poczucia bezpieczeństwa „w tej oberży”. Tak więc widzimy, że jeszcze w latach 30 – tych XIX w. pojęcia te były traktowane jak synonimy. (przypis 3.)
W drugiej połowie XIX w. nie było już wątpliwości co do tego, że „hotel” to coś więcej niż oberża, to synonim luksusu, wygody i troski o zadowolenie klienta, na co konsekwentnie zwracano uwagę w reklamach prasowych.
***
Przepisy dotyczące prowadzenia oberż i domów zajezdnych w XIX w.:
W 1839 r. wydano przepisy określające zasady prowadzenia oberż i domów zajezdnych (nie występowało w nich jeszcze pojęcie hotelu). Opublikowane zostały w Dzienniku Praw z 1839 r. (ustawa nr 3388, kliknij). Na prowadzenie „tego przemysłu” konieczne było uzyskanie zgody tj. „konsensu” Senatu Rządzącego. Artykuł 2 stwierdzał, że oberża miała składać się co najmniej z 6 pokoi do wynajęcia, stajni na 6 koni oraz posiadać „przyzwoite dla powozów schronienie”. Natomiast dom zajezdny na terenie Krakowa, Stradomia i Kazimierza powinien mieć stajnię na co najmniej 12 koni, schronienie na wozy, co najmniej 4 pokoje do wynajęcia dla podróżnych, „tudzież schronienie na powozy”. Z uwagi na wygodę podróżnych, konieczność zapewnienie im spokoju i bezpieczeństwa stwierdzano z całą surowością, że „muzyka i tańce karczemne w oberżach i domach zajezdnych miejsca mieć nie mogą” (artykuł 2).
***
Działalność zarobkowa prowadzona w oberżach, domach zajezdnych i hotelach w XIX w.:
Ciekawym zjawiskiem w XIX w. było prowadzenie w krakowskich hotelach przez ich gości działalności zarobkowej. Przedstawiciele wędrownych zawodów przyjeżdżali do Krakowa, wynajmowali pokoje, po czym zamieszczali w prasie ogłoszenia mające reklamować usługi. Dzięki nim wiemy, że w tego typu miejscach można było kupić egzotyczne ptaki, wyrwać zęba, zrobić sobie portret, obejrzeć fantasmagorie…
Poniżej ogłoszenie informujące o możliwości obejrzenia tzw. fantasmagorii (tj. magicznych latarń) w hotelu Drezdeńskim. Więcej na ich temat przeczytać można w osobnym moim wpisie (kliknij).

Poniżej ogłoszenie wędrownego sprzedawcy ptaków, który zatrzymał się w oberży pod Białym Orłem (dziś w tym miejscu stoi hotel o tej właśnie nazwie).

Poniżej kolejne ogłoszenie przedsiębiorcy, który zatrzymał się w hotelu Drezdeńskim.


Zainteresowanych tematem zawodów wykonywanych w XIX w. w sposób wędrowny zapraszam do mojego wpisu (kliknij).
***
Ekspresi, posłańcy, posługacze w Krakowie w XIX w.:
Pod krakowskimi hotelami spotkać można było ekspresów, to jest ludzi do wynajęcia. Za drobną opłatą mogli oni zanieść odzież do czyszczenia, kwiaty damie, list znajomym, zrobić zakupy… Ich znakiem rozpoznawczym była czerwona czapka z blaszką i numerem oraz szaro – niebieska bluza z czerwonym kołnierzykiem. Więcej na temat posługaczy publicznych przeczytać można w osobnym moim wpisie, do którego zapraszam (kliknij).
Poniżej krakowski posługacz publiczny.

***
Wykaz krakowskich hoteli w XIX w.:
Poniżej wykaz krakowskich hoteli zawarty w „Opisie miasta Krakowa i jego okolic” z 1872 r.
Poniżej wykaz krakowskich hoteli zawarty w „Stefana Mikulskiego Wielkiej Księdze Adresowej Stoł. Król. Miasta Krakowa i Król. Woln. Miasta Podgórza” 1908 r.
Kliknij, aby powiększyć.
Spośród wyżej wymienionych omówione zostały przeze mnie dotychczas następujące hotele:
Hotel Drezdeński (kliknij),
Hotel Saski, wcześniej oberża Knotza (kliknij),
Hotel Pollera (kliknij),
Hotel Lwowski, później Centralny (kliknij),
Hotel Pod Różą (kliknij),
Hotel Krakowski (kliknij).
***
Listy gości publikowane przez krakowskie hotele w XIX w.:
Ciekawą praktyką wpisującą się w dziewiętnastowieczną obyczajowość było wymienianie na łamach prasy z imienia i nazwiska osób, które zatrzymały się w danym hotelu. Dzięki czemu – jak podaje Magdalena Samozwaniec – „niewierne żony i wiarołomni mężowie dowiadywali się (…), że ich kochankowie i kochanki znajdują się w Krakowie.” (przypis 5.) Można sobie wyobrazić, że powodem tego typu anonsów była także chęć odnowienia kontaktów handlowych, czyli mówiąc szerzej gospodarczych.

Tego typu publikacje zamawiały w redakcjach gazet hotele.
***
Usługi i udogodnienia dla gości:
Długa i zabawna jest lista tego, co w XIX i na początku XX uznawano za komfort, oraz czym kuszono gości w reklamach. Właściciele hoteli chwaliły się, że te posiadają: pokoje dla pań i panów, w których mogli spędzać ze sobą czas, fortepian, łazienkę na piętrze, centralne ogrzewanie, dzwonek w każdym pokoju, którym można było przywołać służącego… Każdy szanujący się hotel powinien posiadać także stajnię dla koni, słomę, siano, co potem doliczano do rachunku. Poniżej rachunek wystawiony przez hotel Saski w Krakowie z taką właśnie usługą.

***
Przypisy:
- Kietlińska „Wspomnienia”, str.231, 232,
- Wacław Zawadzki „Polska stanisławowska w oczach cudzoziemców” Warszawa 1963 r., t. II., str. 11, 115,
- Kazimierz Girtler „Opowiadania” T. II., Kraków 1971 r., str. 49, patrz też str. 124,
- Za: A. Pachocka, „Karczmiane historie. Relacje z miejsc noclegowych w dziewiętnastowiecznych wspomnieniach pamiętnikarskich”, Lublin 2010 r., str. 392,
- Magdalena Samozwaniec „Maria i Magdalena”, Warszawa 2004 r., str. 55.
***
Agnieszka Lisak blog historia blog historyczny
Kiedy powstały hotele

