Home    Podaruj dokument    Współpraca    O mnie

Kobiety w życiu marszałka Piłsudskiego.

PIŁSUDSKIKorzystając z życzliwości jednego z wydawnictw, spędziłam kilka ostatnich wieczorów z marszłkiem Piłsudskim. Byłam z nim na zesłaniu w Kiereńsku, brałam udział w tajnych spotkaniach PPS, a nawet w przewrocie majowym. Wszystko za sprawą książki S. Kopra „Józef Piłsudski. Życie prywatne marszałka”. Pozycję napisaną przystępnym językiem, bez wątpienia należy uznać za ciekawą. Poniżej za zgodą wydawnictwa pozwalam sobie opublikować fragmenty poświęcone życiu uczuciowemu pana marszałka.

*****

MARIA JUSZKIEWICZOWA

Na samym początku działalności socjalistycznej Piłsudski poznał w Wilnie Marię Juszkiewiczową. Starsza od niego o dwa lata działaczka, uważana za wyjątkową piękność (…), miała za sobą burzliwe życie osobiste. W wieku szesnastu lat (podczas studiów w Petersburgu) wyszła za mąż za urzędnika Ministerstwa Komunikacji – Mariana Juszkiewicza. Para dochowała się córki, ale małżeństwo szybko się rozpadło. Maria zadbała o kościelne unieważnienie związku, dzięki czemu po powrocie do Wilna była osobą stanu wolnego. Pozostawiła córkę pod opieką rodziców i wyjechała do Warszawy, angażując się w pracę konspiracyjną. Aresztowana przez policję, wyszła z opresji obronną ręką. Odesłano ją do Wilna z zakazem opuszczania miasta.

Urodziwa kobieta nie narzekała na brak wielbicieli – szczególną uwagę poświęcał jej Roman Dmowski. Chociaż przyszły lider endecji miał zakaz opuszczania miejsca pobytu (mieszkał wówczas w Mitawie), to jednak regularnie przyjeżdżał do Wilna, aby spotykać się z Marią. Piękna socjalistka chętnie go przyjmowała i nie wiadomo, jak potoczyłyby się dalsze losy romansu, gdyby w pobliżu nie pojawił się Józef Piłsudski. Jego rywalizacja z Dmowskim stała się publiczną tajemnicą – Maria pokazywała się na mieście raz z jednym, a raz z drugim. Początkowo faworyzowała jednak Dmowskiego, a Ziuk pozostawał na dalszym planie. Cała trójka miała za sobą wyroki skazujące, a Piłsudski jeszcze dodatkowo zesłanie. Tutaj nie było czasu na pruderię czy obowiązującą w mieszczańskim świecie moralność. Każdego dnia można było zostać aresztowanym i zniknąć w carskich kazamatach (albo powędrować za Ural). Maria była osobą wolną, lubiła przyjemności życia, a za jej plecami szeptano, że nie uchodzi za „twierdzę nie do zdobycia”… Rywalizacja o jej względy trwała trzy lata, ale to Piłsudski okazał się ostatecznym zwycięzcą. Dmowski mógł wygrywać bitwy, ale Ziuk wygrał wojnę. Maria wybrała socjalistę (bliższego jej ideologicznie), ale czy w sprawach uczuciowych ideologia ma znaczenie? Zapewne po prostu bardziej jej odpowiadał ten zamknięty w sobie zesłaniec o doskonałej prezencji. Rywalizacja o względy „pięknej pani” na zawsze zadecydowała o stosunkach Piłsudskiego z Dmowskim. Przywódca endecji nigdy nie wybaczył Piłsudskiemu odebrania ukochanej, a Józef nie umiał się pogodzić z romansem Marii z Dmowskim. To rzadki przypadek w dziejach, aby rywalizacja polityczna nałożyła się na współzawodnictwo uczuciowe. Marszałek do śmierci uważał Dmowskiego za swojego osobistego przeciwnika (i vice versa), a wzajemną niechęć zapoczątkowała rywalizacja o względy pięknej Marii. Przez pierwsze lata związku Piłsudski uważał, że odnalazł w Marii idealną towarzyszkę życia. Urodziwa, inteligentna i kulturalna, a do tego jeszcze odważna działaczka konspiracyjna. Partnerzy zdecydowali się zalegalizować związek, co w ich środowisku nie było specjalnie popularne. Nie było to zresztą łatwym zadaniem. Maria należała do kościoła ewangelicko – augsburskiego (luterańskiego), w tym też obrządku unieważniła swoje małżeństwo. Jedyną możliwością legalizacji związku (na terenie Rosji nie istniały jeszcze śluby cywilne) była konwersja Ziuka na wyznanie narzeczonej. Piłsudski nie miał oporów – przez całe życie zachowywał wyjątkowo wstrzemięźliwy stosunek do spraw religii.

Po latach nuncjusz papieski w Polsce, charakteryzując jego wiarę, zauważył, że Komendant przypominał mu przeciętnego Polaka: dystans wobec Boga i gorące uczucie do Matki Boskiej. Nie dodał tylko, że w przypadku Piłsudskiego chodziło o Matkę Boską Ostrobramską. Kiedy bowiem Wieniawa-Długoszowski namawiał go do wizyty w Częstochowie, Marszałek odparł, że nie może, bo „Ostrobramska się obrazi”!!! 24 maja 1899 roku Józef Piłsudski został luteraninem, a w miesiąc później poślubił ukochaną w zborze w Paproci Dolnej (w Łomżyńskiem). Małżeństwo niewiele jednak zmieniło w życiu tej pary. Piłsudskiemu chyba odpowiadało życie z fałszywymi dokumentami w jednej kieszeni, a rewolwerem w drugiej. Przed sobą widział odległy cel – niepodległość Polski, a tempo wydarzeń nie pozwalało na bieżące refleksje. Gorliwie przestrzegał zasad konspiracji, tak że nawet jego najbliższa rodzina uważała, że przebywa na zachodzie Europy. Utwierdzał ją zresztą w tym przekonaniu, wysyłając za pośrednictwem ZZSP listy zza granicy, czasami osobiście zresztą nadawał korespondencję, odwiedzając w celach partyjnych Londyn i Genewę. Wyjazdów jednak nigdy nie lubił, najlepiej czuł się w kraju, wśród przyjaciół i współpracowników partyjnych. Chyba jedyną osobą z rodziny, która wiedziała o stałym pobycie Ziuka na Litwie, był ojciec. Zachowała się bowiem informacja, że wyjeżdżając do Londynu, zabrał ze sobą próbki wędlin, którymi Józef Wincenty zamierzał podbić rynek brytyjski. Starszy pan do końca życia próbował osiągnąć sukces finansowy, ale również i ta inicjatywa zakończyła się niepowodzeniem. Ojciec przyszłego Marszałka zmarł kilka lat później (w 1902 roku) w Petersburgu.

TOWARZYSZKA OLA

W gorących miesiącach rewolucji Piłsudskiego absorbowały nie tylko wydarzenia polityczne. Jego małżeństwo przechodziło kryzys, Piłsudski zajmował się Organizacją Bojową, Maria od dawna już nie uczestniczyła w pracy partyjnej. Nawet w codziennym życiu widać było powiększający się dystans pomiędzy partnerami: „Była – wspominał Marię Leon Wasilewski – niewątpliwie osobą wybitną. Zdolna, szybko orientująca się, wymowna, oddana sprawie, potrafiła wywierać wpływ na otoczenie, zwłaszcza na warunki zewnętrzne, wielki zmysł towarzyski i wesołe usposobienie bardzo to jej ułatwiały. W Krakowie spędzała czas w ustawicznym wirze towarzyskim, z nadzwyczajną gościnnością przyjmowała znajomych odwiedzających Ziuka, wieczory do późna spędzała w kawiarniach i starała się nie odstępować męża nigdy, o ile było to tylko możliwe. Początkowo Ziuk towarzyszył jej do kawiarń, ale później zaczął się buntować. Kiedy ona chciała pozostać w »Secesji« czy u »Michalika« dłużej, nieraz poza północ, Ziuk w pewnym momencie wstawał i szedł sam do domu”. Tymczasem w życiu lidera PPS pojawiła się nowa kobieta. W maju 1906 roku Józef poznał dwudziestoczteroletnią działaczkę partii, Aleksandrę Szczerbińską. Pochodziła z niezamożnej rodziny szlacheckiej – po przedwczesnej śmierci rodziców wychowywała ją babka. Starsza pani posiadała niewielki majątek w okolicach Suwałk i tam Aleksandra spędziła lata szkolne. Opiekunka dbała o patriotyczne wychowanie wnuczki,
co w przyszłości przyniosło znakomite efekty. Po maturze dziewczyna przeniosła się do Warszawy, podejmując naukę w prywatnej Wyższej Szkole Handlowej. W stolicy zetknęła się z ruchem socjalistycznym i w 1904 roku wstąpiła do PPS. Niemal od samego początku związała się z Organizacją Bojową, brała udział w pamiętnych wydarzeniach na placu Grzybowskim. Niebawem z ramienia partii zajęła się organizacją przerzutu i magazynowania broni, co umożliwiło jej poznanie Piłsudskiego. Ich pierwsze spotkanie odbyło się w romantycznych (jak dla rewolucjonistów) okolicznościach. Piłsudski wizytował magazyny broni i poznał Aleksandrę „wśród kilku karabinów, między koszami z browningami, mauzerami i amunicją”. Po latach wspominała: „Gdy wracam myślami do tego pierwszego spotkania, widzę, że wówczas, i długo jeszcze potem, patrzyłam na mojego przyszłego męża jak na przywódcę organizacji, a nie na człowieka, któremu może być dostępne tak ludzkie uczucie jak miłość. Ani mi wtedy nie przeszło przez głowę, żebym go mogła kiedyś pokochać i on mnie. Nasze spotkania nie miały żadnych momentów osobistych, byliśmy dwojgiem ludzi pracujących dla tej samej sprawy, członkami jednej partii i nic poza tym”. Czyżby młodą socjalistkę zawiodła kobieca intuicja, czy też po latach Aleksandra z rozmysłem fałszowała początki znajomości z Piłsudskim? W 1906 roku miała przecież dwadzieścia cztery lata i nie była niewinną pensjonarką, musiała orientować się w sytuacji. Tym bardziej że dostrzegała doskonałą prezencję swojego przełożonego: „Stał przede mną mężczyzna średniego wzrostu, o szerokich barach, cienki w pasie. Miał dużo wdzięku i elegancji w ruchach, co zresztą zachował do końca życia. Tak lekko chodził, że zdawało się, iż nie idzie, lecz płynie, jak się później przekonałam, był doskonałym piechurem, cięższe nawet marsze znosił lepiej od ludzi silniejszych od siebie. Głowę miał małą, uszy kształtne, lekko szpiczaste, nadsłuchujące, oczy osadzone głęboko, myślące, lecz przenikliwe, szaroniebieskie. Ruchliwa twarz odbij ała prawie każdą jego myśl”. Ponownie spotkali się po kilkunastu tygodniach w Krakowie, podczas konferencji Organizacji Bojowej. Aleksandra została wybrana sekretarzem obrad i spędzała z Józefem wiele czasu. Kiedy obrady przeniesiono do Zakopanego, podróżowali w jednym przedziale. Panna Szczerbińska z uwagą obserwowała przełożonego: „Przede wszystkim wydał mi się o wiele młodszy, niż początkowo przypuszczałam. […] Gdy się śmiał, co zdarzało się często, słychać było śmiech człowieka młodego. Okazał się o wiele weselszym i bardziej interesującym towarzyszem podróży, niż przypuszczałam. Co dziwniejsze, nie było w nim ani śladu fanatyzmu. Rozmawiał nie jak większość towarzyszy na tematy związane wyłącznie z partią i polityką, ale o wszystkim, co mu przyszło na myśl”.

Przywódca Organizacji Bojowej zafascynował młodą działaczkę: „Gdy mówił, twarz jego promieniała zachwytem. Jakiż kontrast, pomyślałam sobie, między tym człowiekiem a innymi sybirakami, których znałam, rozpamiętującymi jedynie swoje cierpienia, ale nigdy piękno, które ich tam otaczało. Tego samego dnia usłyszałam przemówienie Piłsudskiego na konferencji. Widziałam wtedy jeszcze innego człowieka. Mowę przeplatał cytatami ze Słowackiego. Mówił pięknie, rzeczowo i z uczuciem”. Zauroczenie było obustronne. Piłsudski coraz bardziej interesował się towarzyszką Olą, ale nie szukał pozamałżeńskiej przygody. Zresztą nigdy nie interesował się kobietami wyłącznie z powodów erotycznych. Nie potrzebował łatwych zdobyczy, interesowało go połączenie fascynacji fizycznej z więzią duchową, intelektualną. I w osobie młodej działaczki znalazł idealną partnerkę. W styczniu 1907 roku Aleksandra została aresztowana. Carskiej policji nie udało się znaleźć obciążających dowodów, wobec czego po kilkunastu tygodniach została zwolniona. Niebawem wyjechała do Kijowa, aby wspólnie z Piłsudskim przygotować napad na jeden z miejscowych banków. Akcja ostatecznie nie doszła do skutku, ale pobyt nad Dnieprem na zawsze zadecydował o losach panny Szczerbińskiej: „Właśnie w tym czasie w Kijowie nasza znajomość z Piłsudskim zmieniła się w przyjaźń. Chodziliśmy często na wspólne spacery. «Wanda» [działaczka PPS – Józefa Rodziewiczówna – S.K.], z którą mieszkałam, była wtedy panią w średnim wieku. Patrzyła niechętnie na te spacery, gdyż zwykle spóźniałam się przez nie na kolację, a także i dlatego, że Piłsudskiego nie lubiła”. Przyjaźń kobiety i mężczyzny ma wiele odcieni, a jednym z nich może być miłość. Wydarzyło się zatem to, co musiało się wydarzyć: „Powiedział mi, że mnie kocha. Pamiętam, jak to wyznanie mnie zdziwiło. Do tej chwili uważałam go jedynie za idealnego towarzysza, a tu nagle zjawiło się coś nieoczekiwanego. Dopiero po latach przekonałam się, że przyjaźń jest najlepszym fundamentem miłości”. Nie ustalimy zapewne nigdy, kiedy Józef i Aleksandra zostali kochankami, nie można mieć również całkowitego zaufania do pamiętników spisanych po latach przez pannę Szczerbińską. Z perspektywy czasu wybiórczo traktowała przeszłość, poddając wydarzenia autocenzurze. Ale relacja z Kijowa wygląda na prawdziwą. Piłsudski w życiu osobistym był romantykiem, którego nie interesowały kontakty seksualne niepoparte uczuciem. Przy okazji zachował się jednak jak rasowy mężczyzna, oczarowując niechętną mu współlokatorkę ukochanej: „W czasie mojej nieobecności zjawił się u nas Piłsudski i moja znajoma przyjęła go herbatą. Gdy wróciłam, już go nie było, ale za to usłyszałam takie zdanie:

– Jakiż to czarujący człowiek!

– Kto znowu? – zapytałam.

– No ten Piłsudski; któż by inny. Tyle zyskuje, gdy się go pozna bliżej. Mój Boże,
co za umysł! A jaki uprzejmy, jaki delikatny! Jakże niesprawiedliwie ludzie go osądzają.

Śmiałam się w duchu. Domyśliłam się, że on, widząc niechęć do siebie w domu, w którym mieszkam, postanowił ją usunąć. A dusza ludzka była dla niego harfą, której strun dotykał ręką pewną, wiedząc, jak zdobyć życzliwość i przyjaźń”. Aleksandra Szczerbińska po latach wspominała, że nie mogła oficjalnie poślubić Piłsudskiego, albowiem rozwodu odmawiała jego żona. Czy była to jednak prawda? Zawsze przecież istniała droga zmiany wyznania. Piłsudski, aby ożenić się z Marią, został luteraninem, można przypuszczać, że mógł w podobny sposób unieważnić dotychczasowe małżeństwo i poślubić Aleksandrę. Ale przyszły Naczelnik tego nie chciał. Rozwiązanie problemu odkładał na później (jak to niejeden mężczyzna), nie chciał zamykać przed sobą żadnej drogi. Prowadząc działania bojowe, z reguły powracał do Galicji, do żony, skąd pisał czułe listy do Aleksandry. A przebywając u boku kochanki, czasami ciepło korespondował z żoną. Już w 1908 roku wspominał o „tragicznym trójkącie”, a kilka miesięcy później napisał do Aleksandry: „Moim dążeniem od początku jest, by to czy inne postanowienie było ułożone wspólnie, jako wynik woli trzech zainteresowanych stron, wynik bardzo skomplikowanych często uczuć i myśli, lecz wynik jedynie możliwy w tych stosunkach. Wola pod tym względem moja i Twoja jest jasna i wyraźna, wola trzeciej osoby dotąd walczyła, czepiając się wszystkiego, by do wyniku jedynie jasnego i wyraźnego nie dojść […], jestem przekonany, że ta moja stała i uporczywa wola zrobiła swoje, i odczuwam, że znajduję się na dobrej drodze, że się dużo rzeczy zmieniło na lepsze dla osiągnięcia wspólnego porozumienia”. Życia w trójkącie małżeńskim nie można nazwać komfortowym, ale Piłsudski nie potrafi ł podjąć ostatecznej decyzji. Najchętniej porzuciłby żonę, ale dla wygody psychicznej potrzebował jej osobistego pozwolenia i błogosławieństwa. Ale czy Piłsudski był jedynym mężczyzną, który tak postępował? Panna Aleksandra z całą powagą przyjmowała wynurzenia kochanka. Kiedy czyta się po latach jego listy, trudno uwierzyć, że rozwiązanie problemów zależało wyłącznie od Józefa: „Choć trochę lekkomyślności dorzuć do serioznych myśli, choć trochę weselej patrz na świat, tak bym chciał widzieć Cię śmiejącą się, szczerze wesołą, nie z taką mizerną twarzyczką, jaką niedawno widziałem, nie z tymi oczkami skłonnymi do płaczu”. Inna sprawa, że Maria wówczas poważnie chorowała, co zapewne miało wpływ na decyzje Piłsudskiego. Na dodatek jesienią 1908 roku zmarła pasierbica Piłsudskiego – Wanda Juszkiewiczówna. Dziewczyna była zaręczona z Walerym Sławkiem, który po jej śmierci nie związał się już nigdy z żadną kobietą. Zresztą to Wanda poznała kiedyś Sławka z Piłsudskim, co zapoczątkowało najważniejszą przyjaźń w życiu obu mężczyzn. Komendant wyjątkowo przeżył śmierć Wandy, w przyszłości miał nadać jej imię pierworodnej córce. Rozpaczała również Maria, co opłaciła załamaniem nerwowym, a do tego doszły jeszcze inne schorzenia zakończone ciężką operacją. „Tragiczny trójkąt” miał trwać jeszcze wiele lat…

Teks jest fragmentem książki S. Kopra „Józef Piłsudski. Życie prywatne marszałka”, wydanej nakładem Wydawnictwa Bellona.

Agnieszka Lisak