Home    Podaruj dokument    Współpraca    O mnie

Zapraszam na dawne jarmarki.

dawna fotografia, dawne zdjęcia, historia fotografii, blog historia, blog obyczajowy, blog historyczny, dawne zwyczaje, kobieta XIX wiekCzy zastanawiali się Państwo kiedyś nad tym, czym w dawnych czasach różniły się targi od jarmarków?

Targi, organizowano regularnie np. co wtorek, czy też co wtorek i piątek. Sprzedawano na nich chleb, jajka, płody rolne… Zainteresowanych tą tematyką zapraszam do sąsiedniego wpisu. Jarmarki miały natomiast bardziej uroczysty – by nie rzec wielkopański – charakter. Odbywały się raz do kilku razy w roku. Możliwość ich organizowania była dla miasta sporym wyróżnieniem. W czasach zaborów, gdy wszystkiego brakowało w sklepach, dawały one nadzieję, że może tym razem uda się kupić to, czego szukano od wielu miesięcy. W wielu kalendarzach drukowano dni jarmarków na cały rok z podaniem miejscowości, tak aby każdy wiedział, co, gdzie i kiedy można sprzedać lub kupić. Były to szczególnie cenne informacje dla osób prowadzących handel obwoźny. Ciągnęła więc do miast w „dni jarmarkowe” ludność z najdalszych regionów kraju, a nawet spoza granic (z Węgier czy Czech). Przyjeżdżali sprzedawcy produktów z wyższej półki oraz tych pospolitych: maziarze, garncarze, koszykarze… Do tego dla okrasy prostytutki, wędrowni śpiewacy, złodzieje, kuglarze, a nawet trupy teatralne. Każdy szukał zarobku. Na łatwowiernych czekały cyganki przepowiadające świetlaną przyszłość, loterie fantowe, ruletki prowadzone przez Żydów i szulerzy ze znaczonymi kartami. Wprawdzie księża grzmieli z ambony, napominali, że trwonienie pieniędzy na hazard to grzech, wciąż jednak znajdowali się naiwni.

Porządny jarmark to taki, który nie mieścił się na jednym placu, ale rozpościerał po wielu ulicach miasta. No i koniecznie musiał trwać kilka dni. Handlowano prawie wszędzie. Dla eksponowania tych lepszych produktów sprzedawcy wynajmowali budki, a nawet sale hotelowe. Po ulicach rozwieszano „uwiadomienia jarmarkowe”, w których zapraszano kupujących. Na jednym z takich „uwiadomień” przechowywanym w zbiorach Biblioteki Jagiellońskiej czytamy, że będzie miała miejsce „rzeczywista najrzetelniejsza wyprzedaż” płótna, bielizny stołowej, ręczników, chustek do nosa, a wszystko w Hotelu de l’Europe.

Z innego znów ogłoszenia dowiadujemy się, że B. Zahler z Brodów przybył na tegoroczny jarmark z wielkim zapasem „chińskiej karawanowej herbaty” w wybornych gatunkach i po umiarkowanych cenach, o czym „Szanowną Publiczność uwiadamia”. Miejsce sprzedaży: Plac Ferdynanda, naprzeciw hotelu Europejskiego.

Inny znów, tym razem Mołdawianin J. Fiehmann w ogłoszeniu z 1858 roku podawał w związku z jarmarkiem we Lwowie, że w swojej budce na placu Ferdynanda będzie sprzedawać: konfitury cukrowe, sorbety, chałwę, prawdziwe fajki stambulskie, papier do cygar itp.

***

”Komuż niewiadomo jak nasze miasteczka pospolicie ciche i smętne, przybierają nagle postać ożywioną i wesołą w dzień jarmarczny. Zgiełk ludu, natłok wozów i bydląt domowych, wrzawa targujących się, wołania zachęcających do kupna kramarzy, brzmienia wędrownych muzyk w pozakładanych na około targowiska szynkowniach, rżenie koni na sprzedaż wyprowadzonych, wszystko to jest nader zajmującym widokiem…”.

Pisał anonimowy autor artykułu publikowanego w „Magazynie Powszechnym” z 1836 roku.

***

Gdy będziemy czytać dawne pamiętniki, nie raz znajdziemy w nich informację, że oto ojciec pojechał na jarmark „na kontrakty”. Wyjaśnienie, co to były „kontrakty”, znajdujemy w numerze „Opiekuna Domowego” z 08.02.1865 roku. Czytamy w nim, że przy niektórych jarmarkach rozwinął się zwyczaj organizowania zjazdów „celem zawierania umów o sprzedaż lub dzierżawę majątków, jako też obrotu kapitałów”. Punktem takim dla dawnej Rusi było kiedyś Dubno. Następnie z mocy ukazu cesarzowej Katarzyny II, „kontrakty” przeniesiono na jarmark do Kijowa. Odbywały się one w części miasta zwanej Podolem (Podołem). Znajdował się tu nawet „dom kontraktowy”, w którym odbywały się „wszelkie układy jarmarczne”.

Poniżej widok Podołu w Kijowie w czasie jarmarku.

***

W przypadku zdjęć, przedstawiających uliczny handel, nie sposób odgadnąć po latach, czy przedstawiają one targi czy też jarmarki. W dodatku autorzy, którzy opisują zdjęcia, często nie widzą pomiędzy tymi pojęciami żadnej różnicy. Poniżej handel końmi na placu na Groblach w Krakowie (1926 r.).

dawna fotografia, dawne zdjęcia, historia fotografii, blog historia, blog obyczajowy, blog historyczny, dawne zwyczaje, kobieta XIX wiek

Poniżej żart z pisma satyrycznego „Ananas” (dość osobliwy język wskazuje na to, że sprzedającym jest Żyd).

***

dawna fotografia, dawne zdjęcia, historia fotografii, blog historia, blog obyczajowy, blog historyczny, dawne zwyczaje, kobieta XIX wiek

Agnieszka Lisak