Home    Podaruj dokument    Współpraca    O mnie

Do czego włożyć bilet wizytowy?

W XIX wieku bilety wizytowe były w powszechnym użyciu (dzisiaj nazwalibyśmy je wizytówkami). Zastosowanie ich było jednak odmienne niż obecnie. W wielu przypadkach nie służyły do prezentowania zajmowanego stanowiska, jako że ludziom wysoko urodzonym (a w szczególności kobietom) nie wypadało pracować i zajmować choćby wysokich stanowisk. Chodziło raczej o zaprezentowanie własnej osoby w najrozmaitszych sytuacjach dnia codziennego. Przykładowo nie wyglądało elegancko, gdy bogata kobieta chodziła po ulicy z ciężkimi pakunkami w ręku, nie pasowały do sukni i kłóciły się z wizerunkiem prawdziwej damy. Stąd też robiąc w sklepie duże zakupy, zostawiała je, z portfelika wyciągała bilet, pisała adres i prosiła, by obsługa zechciała przynieść pakunki do domu.

Bilety wizytowe wręczano też służącej przy wizycie, gdy gospodarzy nie zastano w domu, tak by niepiśmienna panna miała jak przekazać państwu, kto przyszedł w gości.

Bilety takie nonszalancko wręczano przy wyzwaniu na pojedynek. Posługiwano się nimi także w kontaktach handlowych.

W wielu domach w przedpokoju przed lustrem, ewentualnie w innym eksponowanym miejscu przechowywano na tacach otrzymane bilety wizytowe, dbając oczywiście o to, by nazwiska osób znamienitych znajdowały się na samej górze. Dzięki temu nie uchodziło uwadze odwiedzających, że gospodarze zadają z hrabiami czy też z innymi wielkimi tego świata.

blog historia, blog historyczny, blog obyczajowy

Dnia 06.07.2013 roku zamieściłam pierwszy wpis poświęcony biletom wizytowym (tam też odsyłam do pełnej publikacji). Kontynuując ten wątek, pozwalam sobie zaprezentować poniżej dawne portfele na bilety wizytowe.

blog historia, blog historyczny, blog obyczajowyblog historia, blog historyczny, blog obyczajowyblog historia, blog historyczny, blog obyczajowyblog historia, blog historyczny, blog obyczajowyblog historia, blog historyczny, blog obyczajowy

blog historia, blog historyczny, blog obyczajowyblog historia, blog historyczny, blog obyczajowy

Agnieszka Lisak