Home    Podaruj dokument    Współpraca    O mnie

O tym, jak w XIX wieku rozkopywano groby.

Kara za znieważenie zwłok lub miejsca spoczynku zmarłego nadal istnieje w polskim Kodeksie karnym (art. 262 kk.). Postępowania dotyczące tego typu spraw trafiają się dziś incydentalnie i jeżeli już, to przede wszystkim jako wybryki o charakterze chuligańskim. W XIX wieku zdarzały się one zdecydowanie częściej i miały zupełnie inne podłoże. Gazeta Sądowa Warszawska z 06.09.1873 roku donosiła o schwytaniu Walentego Urbankiewicza, który zajmował się rozkopywaniem grobów. Jak zeznał podczas przesłuchania, czynił to celem okradania zmarłych z … butów i już trzy pary udało mu się zdobyć tym sposobem. Zdecydowanie ciekawsza jest jednak sprawa rodziny Grzywczyków, opisywana także na łamach Gazety Sądowej Warszawskiej, o której poniżej.

***

We wsi G. każdy mieszkaniec wiedział, że Grzywczykowie po śmierci straszą. Gdy w połowie maja 1871 roku zmarł najstarszy z nich, a do tego szanowany gospodarz, miano okazję przekonać się o tym osobiście.

Starym zwyczajem wieczorem w domu wokół trumny zmarłego ustawiono świece, natomiast w przyległej izbie zgromadzili się najbliżsi, by przy alkoholu rozweselić stroskaną żałobą duszę. Mniej więcej po godzinie zauważono, że świeca wypadła z lichtarza i zagasła, a wokół niej na podłodze palił się ogień. Włożono ją z powrotem, zapalono, niestety po jakimś czasie sytuacja powtórzyła się, co po raz pierwszy dało do myślenia. Po pogrzebie było jeszcze gorzej. Każdego dnia straszyło gdzieindziej. U wdowy w domu coś chodziło po strychu, następnie przystawiło drabinę i zeszło na dół. U Borka przed zachodem słońca na podwórzu coś rzucało kamieniami w górę. Przeszkadzało spać o Wincentego Gostomskiego uderzając kamieniami w ścianę i pociągając za haczyk u drzwi prowadzących do sieni. U Gonciarzów rzuciło kamień przez komin, tak że aż wpadł do izby. Tomasz Czub, gdy spał w izbie z żoną i pięciorgiem dzieci, poczuł jakiś ciężar na nogach, który po przebudzeniu ledwie zdołał zrzucić, a duch uciekł szparami w drzwiach, tak, że aż drzwi pisnęły. Łaskówna widziała nawet nieboszczyka chodzącego w nocy po izbie i czuła przeraźliwy smród trupa. U Piątaka wybiło szybę i zrzuciło gęś z gniazda. Słowem straszyło w każdej chacie, wszystkich i wszędzie. Ludzie już mało co sypiali, w dodatku zaczęli chorować. We wsi panowała atmosfera przerażenia. Żądano od Grzywczykowej „aby sobie chłopa (…) trzymała na wodzy”, niestety ona sama padała ofiarą jego złośliwości i nie miała jak temu zaradzić. Tak dalej nie dało się funkcjonować. W wyniku narady zdecydowano, że trzeba wziąć sprawy we własne ręce i zrobić tak, „jak się to zwykle w takich razach czyni”, czyli „dobyć nieboszczyka z grobu”. Można było przeczytać w aktach sprawy karnej. Kilku najodważniejszych mężczyzn wypiło trochę wódki dla kurażu, wzięło łopatę, nóż i ruszyło nocą na cmentarz. Wykopano trumnę, zerwano z niej wieko, zmarłemu odcięto głowę i zakopano ją osobno. Zostawione przy grobie łopaty i ślady rozkopania zauważył na drugie dzień grabarz i powiadomił proboszcza. W konsekwencji sześciu mężczyzn trafiło przed sąd. Podczas przesłuchania wszyscy uważali się za niewinnych i powoływali na to, że nikomu nie zrobili krzywdy, w dodatku działali za zgodą wdowy. Zauważali też, że od chwili otwarcia trumny spokój nastał we wsi, co najlepiej świadczy o tym, że czyn popełnili w interesie ogółu. W dodatku deklarowali, że w razie potrzeby głowę mogą z powrotem włożyć do trumny i zakopać ją.

Artykuł 246 Kodeksu kar głównych i poprawczych obowiązującego na terenie Królestwa Polskiego od 1847 roku za pogwałcenie grobu w celu obdarcia trupa lub znieważenia umarłego przewidywał karę pozbawienia wszelkich praw, zesłania na roboty ciężkie w twierdzach na okres od 10 do 12 lat oraz chłosty.

Jeżeli natomiast grób został naruszony nie w celu obdarcia trupa, ani też nie dla znieważenia zmarłego lecz wskutek zabobonu, kara była „łagodniejsza”, albowiem polegała na osadzeniu na Syberii (bez pozbawienia wolności).

Natomiast w przypadku pogwałcenia grobu bez złego zamiaru, to jest „ze swawoli” lub w stanie opilstwa przewidziano zamknięcie w domu poprawy na okres od 6 miesięcy do roku, gdzie skazany pracą miał odpokutowywać popełnione przestępstwo.

Sąd musiał się nie mało nagłowić, by zakwalifikować czyn tak, aby nie skazać na zesłanie prostych chłopów, którzy padli ofiarami braku edukacji i zabobonu. Sam prokurator przekonywał skład orzekający do wzięcia pod uwagę okoliczności łagodzących, to jest tego, że mężczyźni działali w stanie upojenia, w dodatku „ze swawoli”, a nie z rozmysłu. Ze względu na ciemnotę ludu i stan umysłowy mieszkańców wsi wnosił o zastosowanie ustępu 3, jako że mężczyźni nie mieli złego zamiaru. Sąd kryminalny przychylił się do stanowiska prokuratora. Jednym słowem prawo surowe w osnowie okazało się wyrozumiałe za sprawą wydającego wyrok. Ostatecznie sprawców skazano na trzy miesiące pobytu w domu poprawy z zaliczeniem na poczet kary pobytu w areszcie. Sąd Apelacyjny Królestwa, jak organ II instancji orzeczenie utrzymał w mocy.

Agnieszka Lisak