Home    Podaruj dokument    Współpraca    O mnie

Z historii polskiego antysemityzmu. Nie kupuj u Żyda!

Antysemityzm – temat tabu, czarna karta w dziejach naszej historii, zjawisko do którego do dziś nie mamy odwagi przyznać się. Każda próba zarzucenia Polakom wielowiekowej niechęci do Żydów kończy się skandalem, zarzutami o znieważanie narodu, a nawet groźbami procesu. Ale przecież wielu z nas młodych pamięta jeszcze pisane na murach w latach 90-tych hasła „Rzydzi do izraela”, z tak rozpaczliwymi błędami ortograficznymi, że można powątpiewać, czy ich autorzy w ogóle wiedzieli, gdzie leży ten „izrael” pisany z małej litery. O innych przypadkach niechęci nie będę pisać, by nie zostać posądzoną o kalanie narodowych świętości. Niech przemówią za mnie dokumenty z przeszłości.

***

Jak już kiedyś pisałam, dziewiętnastowieczne społeczeństwo drążył rak nieróbstwa. Pracowali biedni i średniozamożni, by związać koniec z końcem, ale nie elita. Wśród arystokracji powszechne było przekonanie, że w wykonywaniu pracy zarobkowej jest coś uwłaczającego godności i poniewierającego „złoty klejnot szlachectwa”. „Porządny” arystokrata nie kalał swoich rąk pracą, od zarządzania majątkiem, w tym folwarkami ziemskimi miał administratorów. On był od przyjmowania mniej lub bardziej rzetelnych sprawozdań i podejmowania ważniejszych decyzji. Łatwo domyślić się, jak wyglądał taki zarząd w imieniu pana, który o niczym nie miał pojęcia, nie był w stanie rozliczać i wymagać. W dodatku zajęty życiem towarzyskim przez duże „Ż” nie czytał fachowej prasy, nie znał racjonalizatorskich nowinek, które za granicą były już w powszechnym użyciu. Stąd też nie raz w dziewiętnastowiecznej literaturze arystokrację nazywano „klasą próżniaczą”. Propagowane przez nią wzorce zachowań starali się naśladować niżej urodzeni. Niejeden, któremu udało się dorobić majątku, częściej myślał o tym, by w końcu przestać pracować i zacząć żyć jak prawdziwy arystokrata, niż pomnażać fortunę. Skrzętnie wykorzystywali to Żydzi z natury pracowici, operatywni, przedsiębiorczy. Dzięki wrodzonym skłonnościom do interesów przejmowali sklepy, spółki, fabryki, karczmy, kamienice… Mało przedsiębiorczy Polacy, nie potrafili radzić sobie z tym zjawiskiem. Pozostawało im zatem narzekać, że „cały kraj należy do Żydów” i nienawidzić ich z całego serca za ich operatywność i bogactwo, ewentualnie propagować akcje kupowania u „swoich” czyli u chrześcijan. By nie być gołosłowną przytaczam poniżej fragment z pamiętnika Anny z Działyńskich Potockiej.

W konsekwencji w dawnych reklamach nie raz kładziono nacisk na to, że fabryka, skład czy sklep jest chrześcijański.

Proponuję zwrócić uwagę na dalszą część w/w reklamy, a w niej na uroczy fragment o żydowskich ajentach i faktorach.

***

***

***

No i może jeszcze jedno nawoływanie do tego, by nie kupować u Żyda tym razem z pisma pt. „Antysemita” z 1897 roku (nr 11).

Agnieszka Lisak