Home    Podaruj dokument    Współpraca    O mnie

O lalkach salonowych i niepraktycznym wychowaniu kobiet w XIX wieku.

Już kiedyś pisałam o tym, że dziewiętnastowieczne społeczeństwo drążył rak nieróbstwa. Pracowali biedni i średniozamożni, by związać koniec z końcem, ale nie elita. Wśród arystokracji powszechne było przekonanie, że w wykonywaniu pracy zarobkowej jest coś uwłaczającego godności i poniewierającego „złoty klejnot szlachectwa”. Do jakiego stopnia był rozwinięty w naszym kraju kult „nicnierobienia” niech świadczy o tym fakt, że wiele arystokratek nie potrafiło nawet liczyć pieniędzy. W dodatku nie poczytywały sobie tego za ujmę, ale wręcz przeciwnie za wyznacznik wysokiego statusu społecznego. W ich mniemaniu świadczyło to o tym, że kobieta miała wystarczającą ilość służby, która załatwiała za nią wszelkie sprawy dnia codziennego. Przedstawicielki klasy średniej starały się naśladować te wysoko urodzone, co bywało opłakane w skutkach. W domu niepilnowana służba zbijała bąki i spijała nalewki, panu domu brakowało czystych koszu, dzieci wychowywały guwernantki z bożej łaski, ale nic to. Ważne że żona prowadziła żywot prawdziwej damy, niczym się nie przejmowała i nic ją nie obchodziło, dzięki czemu mogła pretendować do miana kobiety światowej.

***

Jakiś czas temu czytałam felietony Kazimierza Bartoszewicza (1852 – 1930 r.). W jednym z nich autor przytacza list czytelniczki wysłany do redakcji gazety, w którym ta pisze bez ogródek, co myśli o światowym wychowaniu kobiet i kulcie nicnierobienia. Zapraszam do lektury.

***

Agnieszka Lisak