Home    Podaruj dokument    Współpraca    O mnie

Belle epoque prawda czy fałsz?

Dnia 15.02.2017 roku telewizja TVN wyemitowała pierwszy odcinek serialu pt. „Belle epoque”. W związku z tym chciałam pozwolić sobie na kilka uwag i swoją prywatną ocenę.

Filmy historyczne podzielić można na dwa rodzaje. Po pierwsze na te, w których historia staje się osobnym, a często wręcz pierwszoplanowym bohaterem. To właśnie dla niej chciałoby się oglądać film, by sycić oko wystrojem wnętrz, krojem sukien, widokiem ulic. Do takich bez wątpienia należy angielski serial „Downton Abbey”, czy też ten emitowany ostatnio przez TVP o królowej Wiktorii. Drugi rodzaj filmów to te, w których historia ewidentnie ciąży. Ot trzeba czymś pozastawiać puste wnętrza, zapełnić ulice i włożyć coś statystom na kark. Ja osobiście zaliczyłabym „Belle epoque” do tej drugiej kategorii. Film niestety nie przenosi w czasie. Na ulicach nie znajdziemy tego, co jest charakterystyczne dla XIX wieku, co odeszło, a do czego chciałoby się wrócić. Bo przecież filmy historyczne powinny służyć właśnie takim powrotom, tj. przenoszeniu w czasie widza. Na ulicach nie znajdziemy sprzedawców kasztanów, gazet, obnośnych handlarzy, wędrownych grajków, żebraków, chłopców na posyłki zwanych ekspresami, służących zaprowadzających dziewczynki na lekcje… Przy odrobinie złośliwości statystów z filmu można by było podzielić na 3 rodzaje, tj. na tych:

- chodzących po ulicach bez celu,

- stojących na ulicach bez celu,

- siedzących bez celu (np. w zajeździe).

A gdy statyści ze sobą rozmawiają, no to już jest prawdziwy szał akcji.

***

Moim zdaniem w serialu najgorzej wypada scenografia. Nie raz pisałam na swoim blogu o tym, że w XIX wieku i na początku XX w dawnych mieszkaniach panował stan najwyższego zagracenia. Puste ściany świadczyły o ubóstwie, nikt takich nie chciał mieć. Zachęcam do obejrzenia wpisów:

http://www.lisak.net.pl/blog/?p=1387

http://www.lisak.net.pl/blog/?p=2945

Pomieszczenia prezentowane w filmie wyglądają bardzo ubogo. Na ścianach brakuje nawet tapet – typowego na przełomie XIX i XX wieku elementu wykończenia wnętrz. A szczytem dekoracyjnego kunsztu wydają się wieszane wszędzie papierowe obrazy.

Nie można także tracić z pola widzenia, że 1908 rok to czasy secesji. Kierunku w sztuce, który jak żaden inny przenosił się na sprzęty codziennego użytku, na stołowe zastawy, wazony, doniczki, nocniki, widelce, scyzoryki, szczotki do włosów, lampy naftowe, lustra, tapety, kafelki, nie mówiąc już o architekturze czy malarstwie. Niedowierzających zapraszam do przeczytania wpisu:

http://www.lisak.net.pl/blog/?p=8250

W zrobionym z rozmachem filmie „Belle epoque” secesja nie istnieje.

Kolejne moje zastrzeżenia budzi ilość lamp elektrycznych we wnętrzach: stojących, wiszących i kinkietów. W dodatku niektóre wyglądają tak, jak gdyby właśnie zostały kupione w sklepie i to bynajmniej nie ze starociami.

Proszę pamiętać, że pierwsza elektrownia w Krakowie powstała dopiero w 1905 roku. W dodatku nie wystarczy wybudować elektrowni, by w domach zabłysło sztuczne światło. Potrzebne jest jeszcze stworzenie całej sieci doprowadzającej prąd do mieszkań. Tak więc w 1908 roku oświetlanie pomieszczeń elektrycznymi lampami nie było jeszcze zasadą, a w wielu przypadkach korzystano nadal z naftowych lamp. Niestety tych ostatnich w filmie, jak na lekarstwo.

***

No i może jeszcze przejdźmy do rzekomej wpadki ujawnionej w mediach, a dotyczącej oświetlenia ulicy. W internecie wrzawę wywołał poniższy kadr. No i posypały się pytania, czy w 1908 roku w Krakowie była aby na pewno sygnalizacja świetlna.

Niestety krytykujący nie mają racji. Nie trzeba wiele wysiłku, by dostrzec, że latarnia po lewej stronie nie jest latarnią uliczną, tylko przyczepioną do powozu. Oczywiście, że w tamtych czasach powozy miały oświetlenia. Czy wyobrażają sobie Państwo powóz jadący bez światła nocą po ciemnej drodze? Potwierdzają to zresztą dawne przepisy o ruchu drogowym dedykowane pojazdom konnym. Na zdjęciu powyżej co innego natomiast przykuwa moją uwagę, a mianowicie kolejny statysta stojący bez celu (tym razem na końcu ulicy). W filmie aż roi się od takich.

***

A teraz przejdźmy do mody, by zadać pytanie, czy to, co widzimy na filmie, jest wiarygodne i  odpowiada realiom epoki. Po obejrzeniu pierwszego odcinka nie mam zastrzeżeń do prezentowanych strojów (no może poza jednym przypadkiem). Paryskie żurnale na 1908 rok proponowały następujące stroje.

***

Być może ktoś stwierdzi, że to, co pokazuję powyżej, nie jest miarodajne, bo jest to moda z Paryża, a akcja filmu rozgrywa się w Polsce. Nic bardziej mylnego. Dzięki przedrukom z gazet moda z Paryża zaledwie w ciągu dwóch – trzech tygodni trafiała na drugi koniec Europy. Niedowierzających zapraszam do zapoznania się z poniższym moim wpisem.

http://www.lisak.net.pl/blog/?p=11431

Być może ktoś zarzuci, że chyba w filmie nie wszystko jest w porządku, bo w pierwszym odcinku nie znajdziemy aktorek w strojach takich jak te powyżej. Faktycznie nie znajdziemy (poza małymi wyjątkami), ale należy pamiętać o tym, że moda z żurnala była to moda dla warstw wysokich – dla dam. Cała reszta chodziła ubrana zdecydowanie skromniej, w tym co akurat wisiało w szafie, czy też nawet zostało po krewnych. Tak więc dopiero gdy będzie nam dane oglądać sceny z kobietami z wyższych sfer, będzie można powiedzieć, czy kostiumy odpowiadają realiom epoki. Te noszone w jednej z ostatnich scen przez Weronikę Rosati i Magdalenę Cielecką nie budzą zastrzeżeń.

Agnieszka Lisak