Home    Podaruj dokument    Współpraca    O mnie

Magiczne światło naftowej lampy.

Jestem kolekcjonerką obrazów, ale nie tych które kupić można na aukcjach Londynu, Warszawy czy Nowego Yorku, ale tych darmowych znalezionych w internecie w „jotpegach” i „pedeefach”. Co decyduje o ich wartości w moim subiektywnym mniemaniu? Co sprawia, że akurat te, a nie inne są dla mnie bezcenne? Sceny, które przedstawiają. Jeżeli obraz sprawia, że przenosimy się w czasie i oglądamy scenę, której już nie ma w naszym realnym świecie, to jest bezcenny. Z tego też powodu nigdy nie zachwyciłabym się słonecznikami Van Gogh’a czy abstrakcjami Picassa. Te pozostawiam osobom o grubych portfelach, o szybkich samochodach i powolnych umysłach, z wyobraźnią zaprasowaną na kantkę. W nawiązaniu do tego wątku chciałam przedstawić Państwu dwa obrazy szwedzkiego malarza Knuta Ekwalla. Ale może najpierw wyjaśnię, dlaczego akurat je.

***

W XIX wieku blask płynący z lampy naftowej zawieszonej nad stołem miał magiczną moc przyciągania domowników. Nic tak nie integrowało nocą rodziny jak światło. W pomarańczowym kręgu roztaczanym przez lampę gromadzili się wszyscy. Ojciec czytał przy stole „Nową Reformę”, matka obok wyszywała jakiś motyw na serwecie do jadalni, a dzieci odrabiały zadanie – wspomina Stanisław Broniewski. Wielu miało ogromny sentyment do tych wspólnie spędzanych chwil. Helena Duninówna opisuje, że przed długi czas nie mogła przyzwyczaić się do wynalazku, jakim była elektryczność, dająca agresywny i zbyt jasny blask. Gdy elektryczność zapanowała w mieszkaniach, domownicy zaczęli rozchodzić się do swoich pokoi, już nie spędzali wieczorów razem w jednej smudze światła dawanego przez płomień.

***

No i może jeszcze dwa obrazy nieznanych mi malarzy. Poniżej obraz bardzo podobny do tego wcześniejszego, choć nie identyczny. Czyżby drugie dzieło tego samego artysty? A może kopia sporządzona przez kogoś innego?

Agnieszka Lisak