Home    Podaruj dokument    Współpraca    O mnie

Skąd wzięła się nazwa „prawo handlowe”?

Dziś coś dla prawników, jako że sama jestem prawnikiem. Wszystkich, którzy gustują w lżejszych treściach, pragnę prosić o wyrozumiałość.

***

Jakiś czas temu prowadziłam w Zakopanym szkolenie z „Kodeksu spółek handlowych”. Jest to miejscowość tyle urocza, co szczególna. Bo gdy uczestnicy dojadą już „pod samiuśkie Tatry”, cudowny klimat tego miejsca sprawia, że w niektórych odzywa się gen szwendania. Zaczynają czuć potrzebę wyjścia na Gubałówkę czy też wyjazdu na Kasprowy, w konsekwencji na zajęcia nie docierają wcale. Raz podczas obiadu miałam sposobność siedzieć przy stoliku z panią, która uległa nieodpartej potrzebie wędrowania. Przedstawiła mi się grzecznie, powiedziała, że jest ze spółki z o.o., której nazwę przemilczę i dla zagajenia zapytała, z czego było szkolenie. Odpowiedziałam równie grzecznie, że z „Kodeksu spółek handlowych”. Pani pomyślała chwilę, po czym odpowiedziała rozbrajająco. – „To dobrze że mnie nie było, bo handlem to my się nie zajmujemy”. Za jej sprawą zaczęłam zastanawiać się, dlaczego kodeks ten tak się nazywa, skoro normuje kwestie związane z funkcjonowaniem wszystkich spółek, a nie tylko tych od handlu. Sprawa ta przez kilka lat nie dawała mi spokoju, aż w końcu postanowiłam sięgnąć do dawnych aktów prawnych.

Pierwszym kodeksem na ziemiach polskich poświęconym prawu handlowemu był „Kodeks handlowy” Napoleona z 1807 roku. Jego treść nie pozostawia wątpliwości, że był on dedykowany osobom „bawiącym się handlem”. Zgodnie z art. 1 kupcy to ci, „którzy się czynnościami handlowymi trudnią i to zatrudnienie za ciągły sobie do życia sposób obierają”. Przy okazji znajdziemy w nim przepisy dotyczące działalności mającej wspierać handel, a poświęcone pośrednikom, transportowi wodnemu i lądowemu, furmanom wiążącym towary, kupnie – sprzedaży, „wexlom”. Przewidywał on 3 rodzaje spółek zwanych „towarzystwami handlowymi”. Układ towarzystwa (dzisiaj czytaj umowę) należało złożyć w sądzie (odpowiednik dzisiejszej rejestracji w KRS).

Już w chwili powstania kodeks ten spotykał się z krytyką i zwany był złośliwie „kodeksem sklepikarzy”. Bardzo szybko zaczęto zauważać, że przecież „nie samym handlem człowiek żyje”, że obok niego istnieje wiele innych gałęzi związanych z profesjonalnym zarobkowaniem takich jak budownictwo, udzielanie pożyczek, ubezpieczenia, usługi bankowe… I co z nimi? Niestety przez cały XIX wiek twórcy kolejnych aktów prawnych i podręczników będą powielać ten sam błąd systemowo – językowy wywodzący się jeszcze z Kodeksu Napoleona, ku rozpaczy sędziów oraz przeciętnych Kowalskich, Czytalskich i Pytalskich. Gdy zajrzymy do podręczników z tego okresu, zauważymy, że konsekwentnie są one tytułowane „Podręcznikami do prawa handlowego”. Zauważymy też, że ich autorzy już w pierwszych rozdziałach rwą sobie włosy z głowy, by wytłumaczyć biednemu czytelnikowi, co to jest to prawo handlowe. Ilość pytań, problemów i dywagacji w podręcznikach była w tym czasie ogromna. Nie chciałabym wchodzić tu w szczegóły związane z poszczególnymi zaborami i systemami prawnymi, tak by nie zadręczyć czytelnika zbyt nadmierną kazuistyką. Ale może pokażę przykładowy kierunek rozważań. Z jednej strony pojawiały się głosy, że należy podciągać pod prawo handlowe wszystkie sfery działalności gospodarczej, które służą wspieraniu handlu, czyli np. pożyczki czy też ubezpieczenia i traktować je jako tzw. „czynności handlowe niewłaściwe”. Inni natomiast mieli poglądy zgoła odmienne – restrykcyjne i kazali z działalności handlowej wyłączać nawet produkcję płodów rolnych i ich sprzedaż. No bo może i rolnik sprzedał, ale wcześniej nie kupił, tylko sam wyprodukował. Nie było zatem elementu pośrednictwa (nabycia). Podobne założenie miało dotyczyć wydobywania piasku, wody mineralnej, kamienia, ogrodnictwa, chowu bydła, górnictwo, produkcja nafty…

Błąd naszych pradziadków powielamy zresztą do dzisiaj. Proszę zauważyć, że gdy w 1934 roku tworzono kodeks poświęcony spółkom, to nazwano go „Kodeksem  handlowym”, pomimo tego, że wtedy już nikt nie miał wątpliwości, że reguluje on kwestie związane z funkcjonowaniem wszystkich spółek, a nie tylko tych od handlu. A jak się nazywa kodeks obowiązujący obecnie? Ni mniej, ni więcej jest to „Kodeks spółek handlowych”. Tak więc może i czasy się zmieniają, ale skłonność do popełniania błędów pozostała ta sama.

Dlatego też drodzy autorzy podręczników dla biednych i nic nierozumiejących studentów, błagam nie tytułujcie swoich książek „Podręcznikami do prawa handlowego”, bo pojęcie to już w XIX wieku było problematyczne, nieostre i nieadekwatne do rozmiarów prowadzonej działalności zarobkowej na terenie naszego kraju. Czy Wasze podręczniki aby na pewno poświęcone są tylko zagadnieniom związanym z handlem? Nie? No to dlaczego mają się nazywać podręcznikami do prawa handlowego. Zachęcam do lektury Ustawy o swobodzie działalności gospodarczej. Dzisiaj mamy działalność gospodarczą, mamy obrót gospodarczy, i w konsekwencji prawo gospodarcze. Ufff.

***

Agnieszka Lisak